bractwolider.org
-strona główna

Bractwo Liderów to szlacheckie stowarzyszenie o charakterze patriotycznym i międzynarodowym





 

Nowa Komandoria:

Komandoria Lwowskie Puhacze Warszawa

 

        W ostatnim okresie powstała nowa Komandoria Bractwa: Komandoria Lwowskie Puhacze Warszawa

   

 

   

   

Lwowskie

Puhacze

Warszawa

 
Warszawa
 
 Lwowskie
Janczak 

 

 

 

 

ppłk BSS

Andrzej Robert

Baron Janczak

herbu Pająk

 Janczak

nazwa

Komandorii

siedziba

Komandorii

 herb

Komandorii

Komandor

Komandorii

dane

Komandora

herb

Komandora

   Komandoria Lwowskie Puhacze Warszawa ma siedzibę w stolicy, ale zrzesza osoby nie tylko z całego kraju, ale również z innych państw.

 

   W herbie Komandorii Lwowskie Puhacze Warszawa, obok wizerunku orła widoczny jest maleńki herb Siódmej Komandorii Warszawa, której Komandorem jest ppłk BSS Jacek Pastuszka herbu Past. Po tym szczególe (zgodnie ze zwyczajami panującymi w Bractwie) można poznać, że właśnie z tej macierzystej Komandorii wywodzi się i jest jej członkiem Komandor Andrzej Robert Baron Janczak.

 Pastuszka

    Nowa Komandoria nosi nazwę: Komandoria Lwowskie Puhacze Warszawa.


   W samej Warszawie działa łącznie aż 14 Komandorii Bractwa, co najlepiej świadczy o potędze organizacyjnej.


   Niektóre z tych Komandorii noszą nazwy własne, a inne nazwy numerowane, np. Siódma Komandoria Warszawa.

 

   Komandorem Komandorii Lwowskie Puhacze Warszawa jest ppłk BSS Andrzej Robert Baron Janczak herbu Pająk, lat 67, lotnik - b. żołnierz 26 Eskadry Lotnictwa Łącznikowego, historyk - badacz, publicysta i pisarz, autor ponad 200 artykułów i 12 książek na temat lotnictwa o łącznym nakładzie ponad milion egzemplarzy, wielokrotnie odznaczany.

 

  Z inicjatywy Komandora Andrzeja Roberta Barona Janczaka Komandoria Lwowskie Puhacze powołana została przez Wielkiego Mistrza Bractwa w dniu 8 maja 2015 roku dla uczczenia 70-tej rocznicy zakończenia II wojny światowej w Europie.

   

   Zadaniem tej Komandorii jest nobilitacja społeczna oraz pielęgnacja chlubnej tradycji Korpusu Aeronautyki Wojska II Rzeczypospolitej (1918-1948), w tym wszystkich dywizjonów polskich działających u boku brytyjskiego sojusznika Królewskich Sił Powietrznych (RAF - Royal Air Force) podczas trwania II wojny światowej 1940 – 1945, ze szczególnym uwzględnieniem dziejów 307 Nocnego Dywizjonu Myśliwskiego Lwowskiego, używającego przydomka ‘Lwowskie Puhacze’ (pisanego przez samo „h”), z którym to Komandora Komandorii łączą więzi rodzinne.

 

 Janczak

   Komandor tej Komandorii ppłk BSS Andrzej Robert Baron Janczak jest bowiem synem polskiego bohatera wojennego - Jana Henryka Barona Janczaka herbu Pająk z Warszawy i wiernie kontynuuje jego patriotyczne tradycje.

   

   Jan Henryk Baron Janczak jest zasłużonym polskim żołnierzem, Sybirakiem (zesłańcem na Syberię, skąd wydostał się w 1942 roku), a następnie, w latach 1942-44 uczestnikiem działań lotniczych z baz na terytorium Wielkiej Brytanii w składzie 307 Nocnego Dywizjonu Myśliwskiego Lwowskiego, używającego przydomka ‘Lwowskie Puhacze’, a potem alianckiej inwazji na kontynenet od 1944 roku. Urodził się w 1916 roku i w tym roku ukończy 100 lat.

 

   Na uroczystości patriotycznej w Sanktuarium Świętego Stanisława w Piotrawinie w dniu 16 maja 2015 roku Jan Henryk Janczak otrzymał Patent Szlachecki, herb o nazwie Pająk, dewizę herbową (Przez trudy do gwiazd) i rycerskie zawołanie rodowe (Majowy Dzień).

Janczak

Janczak

Patent Szlachecki

Jana Henryka Barona Janczaka w języku polskim.

Wyryte w metalu potwierdzenie szlachectwa

Jana Henryka Barona Janczaka z danymi w języku angielskim.  

 Janczak

 

 

Zasłużeni dla Polski przedstawiciele

dwóch pokoleń rodziny Janczak:

ojciec - Jan Henryk (ur. 1916)

i syn - Andrzej Robert (ur. 1948),

w Komnacie No 3 Napoleońskiej, Prefektury Caen

(stolica Normandii, Francja) – 5 czerwca 2014 roku,

tuż po dekoracji seniora Rodu JANCZAKÓW

najwyższym wyróżnieniem Narodu Francuskiego –

Napoleońskim Orderem Legii Honorowej.
 

Na głowach żołnierze ci noszą przepisowe berety warszawskiego Stowarzyszenia Lotników Polskich, które współtworzyli w 1992 roku (numery Legitymacji Członkowskich, podpisane przez pierwszego prezesa SLP płk. pil. Stefana Witorzeńcia, noszą numery: 003 i 051). Junior Janczak ma przepisowy, czarny krawat warszawskiego SLP, zaprojektowany przez wiceprezesa płk. pil. Ignacego Olszewskiego. Senior Janczak nosi niebieski krawat londyńskiego (światowego) SLP.
Na klapie munduru A.R Janczaka widzimy miniaturkę odznaki Samopomocy Lotniczej – organizacji utworzonej

w Londynie w 1946 roku. Później przekształcono ją w Światowe Stowarzyszenie Lotników Polskich,

z centralą w stolicy Wielkiej Brytanii. Kapral (wówczas) lotnictwa Wojska Polskiego A.R. Janczak,

szczyci się posiadaniem legitymacji Członka Dożywotniego SLP w Londynie.

 Janczak

W dniach 5-6 czerwca 2014 roku

centralnym miejscem Światowych Obchodów 70-ej Rocznicy Desantu Sprzymierzonych

w Normandii była francuska miejscowość Ouistreham ze swoją plażą o kryptonimie bojowym ‘Sword’.

 

Natomiast 5 bm., w godzinach popołudniowych, w Prefekturze Caen, odbyła się podniosła uroczystość odznaczenia stu żołnierzy alianckich, uczestniczących w Operacji ‘Overlord’ (wyzwalania Francji) – najwyższym wyróżnieniem Narodu Francuskiego – Napoleońskim Orderem Legii Honorowej.

Wśród wyróżnionych znalazło się

dwóch Polaków, w tym kapitan (wówczas)strzelec-radiotelegrafista Jan Henryk Baron Janczak herbu Pająk – którego dyplom nadania

Legii Honorowej widoczny jest obok.

 Normandia  Normandia

Francuska miejscowość Ouistreham ze swoją plażą o kryptonimie bojowym ‘Sword’ była w dniach 5-6 czerwca 2014 roku centralnym miejscem Światowych Obchodów 70-ej Rocznicy Desantu Sprzymierzonych w Normandii.

 Janczak  Normandia

Od lewej: EADS CASA C-295, hiszpańskiej produkcji, dwusilnikowy, turbośmigłowy samolot transportowy,

którym 5-6 czerwca 2014 roku uczestnicy Delegacji Rzeczypospolitej Polskiej na Światowe Obchody

70-ej Rocznicy Desantu Sprzymierzonych w Normandii podróżowali na trasie: Warszawa – Caen i z powrotem.

Od prawej: Uczestnicy Delegacji Rzeczypospolitej Polskiej na Światowe Obchody 70-ej Rocznicy Desantu Sprzymierzonych w Normandii (5-6 czerwca 2014 roku), zostali wyposażeni w mapę poglądową

z naznaczoną marszrutą wojsk alianckich z 1944 roku.

 Janczak

 

 

 

 

 

 

 

Na fotografii

kapitan (wówczas) strzelec-radiotelegrafista

Jan Henryk Baron Janczak

– jeden z dwóch Polaków odznaczonych

5 czerwca 2014 roku w Prefekturze Caen

Napoleońskim Orderem Legii Honorowej.

   Komandor Komandorii Andrzej Robert Baron Janczak wyjaśnia, że pisownia nazwy Komandorii Lwowskie Puhacze przez "h" jest zamierzona.

 

    307 Nocny Dywizjon Myśliwski Lwowski znany był braci lotniczej pod przydomkiem ‘Lwowskie Puhacze’. Lwowskie, a nie „lwowscy”, bo tak brzmi to w dialekcie galicyjskim, i puhacze – nie „puchacze”.

  

   Także dowódca dywizjonu 307 major pilot Jan Michałowski, w dokumencie o sygnaturze L. dz. 542/42 z 15 grudnia 1942 r., do Zespołu Aktorskiego ‘Lwowskiej Fali’, wyjaśniał: Autor piosenki (mowa o tekście hymnu dywizjonu 307, autorstwa porucznika obserwatora Juliusza Baykowskiego - przyp. ARJ), jako konserwatysta i zamiłowany ornitolog, prosi nie pisać puhaczy przez „ch”, jako że ten ptak nie wywodzi się od „puchu”, tylko od wołania „Pu-hu” i jest spokrewniony z ruskim słowem „puhaty”. Udowadnia, że pisali tak zawsze ornitolodzy tacy jak Taczanowski, Kluk, Dyakowski, Tyzenhauz i tacy pisarze jak Sienkiewicz, Żeromski i Weyssenhoff.

 307 Dywizjon

Herb - odznaka 307 Dywizjonu 'Lwowskie Puhacze'

 

   Nazwa herbu: Puhacz.
   Dewiza herbowa: Zawsze Wierny (łac. Semper Fidelis).
   Rycerskie zawołanie:
Uhu!

   Wzorzec: Samolot w locie horyzontalnym ze wschodu na zachód, wykonuje ślizg na lewe skrzydło pod kątem prostym. Na boku kadłuba siedzi puhacz. Prawą krawędź natarcia skrzydła i lewe ucho puhacza spina sierp półksiężyca będącego w ostatniej kwadrze (czyli rogami skierowanymi na południowy wschód – jakby wskazując położenie miasta Lwowa). Pod kadłubem samolotu lewą krawędź spływu i lewy statecznik poziomy spina RAF-owski numer ewidencyjny dywizjonu: 307.
   Kolorystyka: Złoty: półksiężyc i samolot. Biały: puhacz, numer 307. Zielony: oczy puhacza.
   Autorstwo: W lipcu 1941 r. na lotnisku RAF Clyst Honiton / Exeter (UK).
Porucznik pilot Antoni Waltoś, porucznik obserwator Artur Horowicz.
   Legalizacja: Dziennik Rozkazów Naczelnego Wodza i Ministra Obrony Narodowej Nr 5/43 z 4 listopada 1943 r., poz.54.
   Cena: 13 szylingów (pokrywana przez dekorowanego żołnierza).
   Nadawany: W dniu 10 września (1941-1946) – na dorocznym Święcie  No 307 Squadron.

   

Hymn 307 Dywizjonu

   Nazwa: Lwowskie Puhacze.
   Autorstwo: muzyka – porucznik pilot Jan Maliński, tekst – porucznik obserwator Juliusz Baykowski, grafika (okładka nut) – porucznik radioobserwator Adam Węgiel.
   Korekta tekstu: kapitan radioobserwator Henryk Łepkowski, porucznik radioobserwator Jerzy Lewandowicz.
   Tłumaczenie (z polskiego na język angielski): kapitan Percy Holt, ksiądz Greenstock.
   Aranżacja muzyczna: kapitan Dorożyński, Jadwiga Szymonowicz.
   Wydawca: “W.V. Cole and Sons”, Exeter (UK), 2 września 1942 r.
   Premiera: 10 września 1942 r., podczas Święta No 307 Dywizjonu, w obecności Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych generała broni Władysława Sikorskiego (skoligaconego z No 307 Dywizjonem przez fakt, że latach 1925 – 1928 dowodził Okręgiem Korpusu No VI we Lwowie). Ciekawostkę stanowi fakt, że gen. Sikorski przybył do Exeteru nie samochodem ani pociągiem, lecz w ciasnej kabinie uzbrojonego samolotu bojowego typu Bristol Beaufighter F Mk-VI EW-V. Przywiózł go z podlondyńskiego lotniska RAF Northolt, na exeterskie lotnisko RAF Clyst Honiton, dowódca No 307 Dywizjonu major pilot Jan Michałowski.


             Treść:

  1. Z całego świata tu zebrani
    Tradycją naszą miasto Lwów
    I młodzież tu i weterani
    Do walki prawo mają znów
  2. Wie bowiem dobrze brać skrzydlata
    Że musi walczyć kto chce żyć
    A póki Niemiec nocą lata
    To Niemca nocą trzeba bić
    ~
    Refren
    Uhu… Uhu… Uhu… wołają tak
    Po nocach Lwowskie Puhacze
    Uhu… Uhu… Uhu… lecą na szlak
    Gdzie chodzi plemię sobacze
    Gdzie latające wyją krwawe psy
    Uhu… na żer lecimy (to my)
    ~
  3. Ktoś musi spać więc my czuwamy
    I przyczajeni pośród chmur
    Na obcym niebie załatwiamy
    Prastary nasz rasowy spór
  4. A kiedy Niemiec się zapali
    Aby rozjaśnić sobą mgły
    Ryby radują się w Kanale
    Bo martwy Niemiec nie jest zły
    ~
    Refren
    ~
  5. To nie jest ważne czy wrócimy
    Krzyż dadzą czy postawią gdzieś
    Byle do kraju i rodziny
    Dotarła o zwycięstwie wieść
  6. A kto doleci z nią do domu
    Za wszystkich, kto nie wróci tam
    Zanuci piosnkę dywizjonu
    I każe podać wina dzban
    ~
    Refren

                                 Dyplom Odznaki Mundurowej No 307 Dywizjonu Jana Henryka Barona Janczaka 
 Janczak

   Jesienią 1946 r. plutonowy (wówczas) strzelec-radiotelegrafista Jan Henryk Baron Janczak (numer służbowy RAF – 703396) powrócił z Niemiec do Anglii, urlopowany ze służby w szeregach BAFO (British Air Forces of Occupation – Brytyjskie Lotnictwo Okupacyjne).

 

   Otrzymał wówczas honorowe wyróżnienie lotnicze - Odznakę Mundurową No 307 Dywizjonu, potwierdzoną stosownym Dyplomem.

 

   No 307 Dywizjon stacjonował wtedy na wschodnim wybrzeżu Anglii, na lotnisku RAF Horsham St. Faith / Norwich,  w hrabstwie Norfolk. Dywizjonem dowodził kapitan pilot inżynier Jerzy Damsz, z którym J.H. Janczak służył w No 307 podczas „Bitwy o Atlantyk”, na lotniskach: Fairwood Common / Swansea (Wales), Predannack / Helston (England) i Gullane / Drem (Scotland), od 10 maja do 24 listopada 1943 roku.

 

   To właśnie brytyjski major (ang. Squadron Leader) Damsz zadecydował o przyznaniu odznaki No 307 J.H Janczakowi, a uroczyste wręczenie nastąpiło na najbliższym Święcie Lwowskich Puhaczy, przypadającym 10 września 1946 roku.

 

   W latach 70-ych, mieszkający w USA inżynier Jerzy Damsz, wóczas już słynny jako jeden ze współtwórców amerykańskiego programu kosmicznego - w dziedzinie techniki cieplnej (fizyka niskich temperatur), dojrzał w mieszkaniu J.H. Janczaka na warszawskim Okęciu, podpisany przez siebie Dyplom Mundurowej Odznaki No 307 Dywizjonu. Uśmiechnął się na ten widok mówiąc: „Tak poznaję, to jest rzeczywiście mój stary podpis rodowy. Witam serdecznie mojego druha wojennego”…

 

Publikacje książkowe


   Obaj przedstawiciele rodziny Janczak mają imponujący dorobek publicystyczny, ponieważ łącznie opublikowali aż 15 książek (co jest prawdziwym ewenementem w tej dziedzinie) z zakresu lotnictwa, przybliżając polskim czytelnikom tematykę skrzydlatego świata. Andrzej Robert Baron Janczak (syn) opublikował 12 książek o łącznym nakładzie ponad milion egzemplarzy, zaś Jan Henryk Baron Janczak (ojciec) 3 książki.


   Poniżej przedstawiamy te publikacje - jako przykład ze wszech miar użytecznej działalności, godnej naśladowania przez inne zainteresowane osoby.  

   Walka o wolność Polski w latach wojny na tak trudnym odcinku, jak nocne lotnictwo myśliwskie, którą prowadził 100-letni dziś Jan Henryk Baron Janczak, a także upamiętnianie poświęcenia polskich lotników są godne najwyższego uznania.


   W związku z tym na Uroczystości Patriotycznej 16 maja 2015 roku w Piotrawinie obaj przedstawiciele rodziny Janczak otrzymali najbardziej prestiżowe odznaczenie kombatanckie - Za Zasługi dla Stowarzyszenia Kawalerów Orderu Wojennego VIRTUTI MILITARI Kombatantów Wojska Polskiego.

  

   Wręczenie tego odznaczenia jest - jak stwierdził Wielki Mistrz Bractwa Ryszard Murat - w przypadku Jana Henryka Janczaka symbolicznym docenieniem bohaterstwa wszystkich lotników, którzy w latach wojny walczyli i ginęli za Ojczyznę, a w przypadku Andrzeja Roberta Janczaka symbolicznym uhonorowaniem właściwego pielęgnowania historii i tradycji lotniczych przez wszystkich autorów książek i artykułów prasowych na temat lotnictwa.

 VM
 Węgrzyn

   

 

Po wręczeniu wspomnianego odznaczenia.

Od lewej: Andrzej Robert Baron Janczak,

Justyna Iwona Janczak-Wojciechowska (córka 100-letniego Jana Henryka Barona Janczaka, która w Jego imieniu odebrała odznaczenie), wręczający odznaczenia polski bohater wojenny admirał BSS Henryk Leopold Jerzy Książę Kalinowski herbu Kalinowa - prezes Zarządu Kajowego Stowarzyszenia Kawalerów Orderu Wojennego VIRTUTI MILITARI Kombatantów Wojska Polskiego, Henryk Pająk - autor kilkudziesięciu cennych książek o tematcye historycznej i patriotycznej, Kazimierz Józef Węgrzyn - słynny polski poeta narodowy,

autor wielu tomów przejmujących wierszy

o tematyce patriotycznej i religijnej.

 Janczak

   Scena ze wspomnianej uroczystości patriotycznej w Pałacu Piotrawin, podczas której Komandor Komandorii Lwowskie Puhacze Andrzej Robert Baron Janczak herbu Pająk został mianowany na pierwszy stopień oficerski – podporucznika BSS.  

   Na załączonej fotografii, zgodnie z tradycją rycerską, A. R. Baron Janczak przyklęka na jedno kolano, podczas gdy admirał BSS Henryk Leopold Jerzy Książę Kalinowski herbu Kalinowa symbolicznie pasuje go polską szablą oficerską wzór 1921/22 na podporucznika BSS.  

   Scena rozgrywa się na tle sztandarów, w tym przepięknego sztandaru Ardy Księcia Yurdatapan i Królestwa Bośni. W trakcie uroczystości właśnie A.R. Janczakowi przypadł wielki zaszczyt dzierżenia tego królewskiego sztandaru.

 Na fotografii widoczni są również - od lewej: ppłk Tomasz Sulik herbu Asztom, kpt. Janusz Ogiński herbu Ogiński

i podinspektor (Policji) Grzegorz Gradowski herbu Gradowski. 

 

Publikacje książkowe Andrzeja Roberta Barona Janczaka

 
 Janczak

Andrzej Robert Janczak: „ Puchacze czuwają w mroku”      

   Warszawa 1977. Nakład: 210,000+350 egz.

   W oryginale autor nazwał książkę: „Lwowskie Puhacze” Jednak cenzor (w okresie PRL) nie zgodził się, ażeby na okładce książki figurował tytuł, który przypominałby czytelnikowi, że kiedyś miasto Lwów należało do Polski. Toteż redaktor przerobił tytuł na poprawny politycznie „Puchacze czuwają w mroku”, ale o pisowni przez samo „h” nie chciał już słyszeć.

   Ilustracja przedstawia samolot typu Boulton-Paul Defiant Mk-I, który nie posiadał uzbrojenia strzeleckiego na przedzie kadłuba, czyli będącego w rękach pilota. Karabiny maszynowe obsługiwał strzelec samolotowy siedzący w obrotowej wieżyczce za plecami pilota i nakierowywał radiem pilota celem uzyskania pozycji, z której będzie mógł oddać strzał do nieprzyjacielskiego samolotu nadlatującego do ogona Defianta: W lewo, prawo, w górę, w dół, o tak trzymaj!

   Taki rodzaj pracy rozsierdzał pilotów dzienno-myśliwskich, którzy "przyzwyczajeni do gryzienia samodzielnego nie mogli się pogodzić z dostawą przeżutego chleba" (cytat z Kroniki No 307 Dywizjonu). Efekt był taki, że kiedy we wrześniu 1940 roku przybył na inspekcję dowódca No 9 Grupy Myśliwskiej RAF, piloci pierwszego składu No 307 nie taili swojego rozgoryczenia, wnioskując: Albo nas pan generał przeniesie do dywizjonu dziennych myśliwców, albo prosimy do… piechoty…

 Janczak

 

Andrzej Robert Janczak i Wiesław Bączkowski:

„Samolot myśliwski Defiant”

 

   Warszawa 1983. Nakład: 50,000+250 egz.

   Historia powstania, kolejne wersje rozwojowe, konstrukcja i zastosowanie samolotu myśliwskiego Boulton Paul P-82 Defiant.

   W dniu 29 maja 1940 r. dywizjony brytyjskie uzbrojone w samoloty Defiant pojawiły się nad kontynentem północno-zachodniej Europy, biorąc udział w ogólnym wysiłku RAF (Royal Air Force), przy osłonie ewakuacji brytyjskiego korpusu ekspedycyjnego spod Dunkierki.

   Tego dnia samoloty te odniosły swój największy sukces, zestrzeliwując trzydzieści siedem samolotów niemieckich (19 szt. – Junkers Ju-87, 15 szt. – Messerschmitt Bf-110, 2 szt. - Messerschmitt Bf-109 i 1 szt. - Junkers Ju-88) – nie ponosząc strat własnych.

   Był to jedyny, krótkotrwały moment chwały Defiantów, chwały bardziej pozornej, gdyż oczywiste było, że zwycięstwa te zawdzięczano nie zaletom konstrukcyjnym samolotu, lecz zaskoczeniu przeciwnika niekonwencjonalnym uzbrojeniem i taktyką walki, a także niewyobrażalnemu „tłokowi” panującemu na polu bitwy.

 

 Janczak

Andrzej Robert Janczak i Wiesław Bączkowski:

“Samolot myśliwski Beaufighter”


   Warszawa 1980. Nakład: 30,000+333 egz.

   Jest to opis kolejnych wersji samolotu Bristol 156 Beaufighter oraz jego wykorzystania bojowego w latach II wojny światowej, ze szczególnym uwzględnieniem bojowych dokonań polskiego No 307 Nocnego Dywizjonu Myśliwskiego w Wielkiej Brytanii. Całość uzupełniają liczne czarno-białe i barwne ilustracje.

   W styczniu 1941 roku zaczęto w Royal Air Force tworzyć ośrodki GCI (ang. Ground Controlled Interception – Kierowane Przechwytywanie Naziemne), które rozmieszczone na terenie podlegającym konkretnej Grupie Myśliwskiej (No 9 - No 14), przy pomocy radiowych środków łączności, na podstawie danych uzyskiwanych z naziemnych radiolokacyjnych środków wykrywania i identyfikacji (o zasięgu kilkudziesięciu kilometrów), oraz z sieci obserwacyjnej naziemnej ROC (ang. Royal Observer Corps – Królewski Korpus Obserwacyjny) – prowadziły nawigację samolotów znajdujących się w powietrzu, za pośrednictwem specjalistów o nazwie „nawigatorzy naprowadzania” lub z angielska „kontrolerzy”.

   Owi kontrolerzy GCI wykrywali, identyfikowali i umiejscawiali najpierw nadlatujący cel, a potem kierowali nań załogę Beaufightera. Od tego czasu statystyka zestrzeleń nocnych zaczęła gwałtownie rosnąć.

 Janczak

Andrzej Robert Janczak i Wiesław Bączkowski:

„Samolot wielozadaniowy Mosquito”

   Warszawa 1982. Nakład: 40,000+250 egz.

   Na przełomie 1942/43 No 307 Dywizjon przesiadł się z samolotów Beaufighter na Mosquito. Rozpoczęła się nowa era w działalności Lwowskich Puhaczy – wyprawy na cele strategiczne wroga funkcjonujące na kontynencie. Odpowiedzialnym za przeszkolenie załóg No 307 w tych zadaniach został por. pil. inż. Jerzy Damsz. W taki sposób o tym opowiadał:

   - Podstawą lotów szkoleniowych była nawigacja. Trzeba było nauczyć się aby po przeleceniu 200-300 mil w nocy, odnaleźć jakąś wyznaczoną chałupę w polu, albo, chociaż na początek, zdobyć pewność, że mimo iż się jej nie widziało, to jednak bez wątpienia przeleciało się nad nią. A przy tym cel trzeba było odnaleźć za pierwszym nalotem, bo powrót, szukanie czy krążenie oznaczało pewne samobójstwo - co więcej, było to oficjalnie zabronione. Właściwie to sama technika latania była prosta, lecz do jej opanowania potrzebna był pewna praktyka i doświadczenie. Uczono się więc odnajdywać mały, niewidoczny cel metodą >>fixowania<< na kolejnych punktach. Polegało to na tym, że trasę wyznaczano sobie przed lotem, od celu, a nie do celu. Od celu szukano na mapie jakichś charakterystycznych, wyraźnych obiektów widzialnych dobrze nawet w nocy i w stosunkowo niewielkiej odległości od punktu przeznaczenia. Potem wyszukiwało się od celu odleglejsze punkty charakterystyczne, zaś ostatnim było już własne lotnisko.

 Janczak

Andrzej Robert Janczak: „Przez ciemnię nocy:

Dzieje 307 Nocnego Dywizjonu Myśliwskiego Lwowskiego 1940-1947”

 

   Poznań 1997. 1,000 egz.

   Pomysł tytułu zaczerpnięto z Kroniki No 307 Dywizjonu. W 23-rocznicę Odzyskania Niepodległości przez Rzeczpospolitą Polską – 11 listopada 1941 r. złożył wizytę w No 307 Dywizjonie, na lotnisku Clyst Honiton / Exeter (hrabstwo Devon) – prezydent RP Władysław Raczkiewicz, wpisując do Kroniki No 307 Dywizjonu życzenie: „Przez ciemnię nocy, ku światłu Polski, szczęść Boże”.

   Materiał do tej monografii Andrzej Robert Janczak zbierał przez 20 lat. Między innymi dotarł do wszystkich żyjących jeszcze dowódców dywizjonu: w Związku Południowej Afryki – George TOMLINSON, Stanisław Pietraszkiewicz i Karol Ranoszek, w Stanach Zjednoczonych – Stanisław Brejnak i Jerzy Damsz, w Kanadzie – Jerzy Orzechowski i Maksymilian Lewandowski oraz Wielkiej Brytanii – Stanisław Andrzejewski.

     Maszynopis monografii przeleżał siedem lat w archiwum Wydawnictwa MON / Bellona. Stamtąd wydobyli ją ludzie dobrej woli – płk Józef Zieliński z Redakcji „Przeglądu Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej” z Poznania i kierownictwo Światowego Stowarzyszenia Lotników Polskich w Londynie oraz Wojskowych Zakładów Lotniczych: No 1 Łódź, No 2 Bydgoszcz, No 3 Dęblin i No 4 Warszawa.

 Janczak

Andrzej Robert Janczak: „Berlin na kursie bojowym”

 

   Warszawa 1979. Nakład: 210,000+333 egz.

   Miniaturowa kronika No 300 Dywizjonu Bombowego Ziemi Mazowieckiej imienia Generała Władysława Sikorskiego.

   Właściwie to patron dywizjonu, któremu No 300 organizował uroczystości pogrzebowe w Newark (Anglia) w lipcu 1943 roku, nie uzyskał akceptacji następców tragicznie zmarłego Naczelnego Wodza. Natomiast nadali oni sąsiedniemu No 305 Dywizjonowi patrona w osobie Marszałka Józefa Piłsudskiego…

   Na okładce widnieje samolot Avro Lancaster, na którym latał w charakterze górnego strzelca samolotowego pewien ciekawy oficer. Przyszedł do lotnictwa z piechoty. Wysłany został na przeszkolenie lotnicze do Kanady, jednak wkrótce skreślony został z listy uczniów kursu bombardierów-nawigatorów, ponieważ nie radził sobie ze skomplikowaną nawigacją lotniczą. Bardzo chciał służyć w personelu latającym, więc poddano go przeszkoleniu w najłatwiejszej specjalności – strzelca samolotowego.

   Po wojnie, w latach 1967-1969, ten liczący sobie 52 lata mężczyzna zasłynął z tego, że na niewielkiej żaglówce opłynął samotnie kulę ziemską dookoła  - jako pierwszy Polak. Nazywał się Leonid Teliga

 Janczak

Andrzej Robert Janczak: „Cel na dzisiejszą noc”

   Warszawa 1985. Nakład: 270,000+170 egz.

   Miniaturowa kronika No 305 Dywizjonu Bombowego Ziemi Wielkopolskiej i Lidzkiej imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego.

   W nocy z 25 na 26 czerwca 1942 r. tysiąc samolotów RAF poleciało na bombardowanie Bremy. Jednym z nich był Wellington Mk-II Z8528 SM-R z pięcioosobową załogą: pierwszy pilot (skipper – dowódca) – podpułkownik Stanisław Jakub Skarżyński, drugi pilot – podporucznik Józef Stanisław Szybka, nawigator – kapitan Kazimierz Nowak, radiotelegrafista – plutonowy Wacław Schmidt, strzelec tylny – kapitan Eugeniusz Tomasz Rudowski. W trakcie dolotu do celu, samolot Z8528 został kilkakrotnie trafiony pociskami OPL. Skarżyński doznał postrzału w obydwie nogi, ale mimo to zadanie wykonał. W drodze powrotnej przerwały pracę obydwa silniki. Samolot wodował przymusowo na falach Morza Północnego o godz. 02:15, w odległości 14 mil od miejscowości Great Yarmouth, w hrabstwie Norfolk. Skarżyński dał sygnał do opuszczenia maszyny. Jako dowódca załogi powinien był wyjść ostatni. Czarna jak atrament noc i wzburzone morze, a on już niemłody i na dodatek ranny. Wreszcie w gumowym pontonie zebrała się cała załoga. Nie cała… tylko czterech. Brakowało dowódcy. Jakiś czas potem morze wyrzuciło ciało Skarżyńskiego na brzeg holenderskiej wyspy Terschelling. Miejscowa ludność pochowała je na cmentarzu, w grobie No 62.

Janczak 

Andrzej Robert Janczak: „>Zefiry< nad kanałem”

 

   Warszawa 1981.Nakład 210,000+333 egz.

   Miniaturowa kronika No 308 Dywizjonu Myśliwskiego Krakowskiego, który od liter kodowych RAF-u, wymalowanych na burtach samolotów (ZF) - nazywany był ‘Zefirami’.

   Najsłynniejszym dowódcą ‘Zefirów’  był major pilot Marian Pisarek, as myśliwski: 12-1-2 zwycięstw powietrznych. 29 kwietnia 1942 r. mjr Pisarek nie dowodził już No 308, lecz awansował na dowódcę No 1 (Polskiego) Skrzydła Myśliwskiego, na lotnisku RAF Northolt (dywizjony No 303, 316 i 317). Tego dnia wystartował na czele Skrzydła do Francji, na zadanie „Circus-145”. W rejonie Boulogne Skrzydło zaatakowane zostało przez dużą formację Messerschmittów Bf-109. O ataku Niemców uprzedził radiem Pisarka jeden z pilotów słowami: „Messerschmitty z góry, z tyłu, z prawej strony!”. Pisarek rozkazał radiem zakręt w prawo, aby znaleźć się łeb w łeb z wrogiem, ale jeden z pilotów No 303 skontrował jego rozkaz słowami: „Nie w prawo, tylko w lewo!”. Powstało zamieszanie: część Polaków skręciło w prawo, część w lewo, a pozostali piloci kręcili się swoimi samolotami w miejscu. Major Pisarek i kapitan Piotr Ozyra (dowódca No 317 Dywizjonu) ugodzeni zostali śmiertelnie pierwszymi seriami Bf-109. Obydwa Spitfire’y (MB307 i AR332) runęły w płomieniach do brunatnych wód Kanału la Manche…

Janczak 

Andrzej Robert Janczak: „Ostatni lot”

 

   Warszawa 1979. Nakład: 40,000+350 egz.

   Pierwotna wersja: „Ostatni lot Dzióbka” – lecz redaktor uznał ją za nazbyt frywolną i wykreślił „Dzióbka”. Mowa o pilocie kapitanie Eugeniuszu HORBACZEWSKIM, absolwencie XIII kursu dęblińskiej Szkoły Orląt (1937-1940), asie myśliwskim (konto: 16 ½-1-1 zestrzelonych samolotów wroga), dowódcy No 315 Dywizjonu Myśliwskiego Dęblińskiego, który poległ 18 sierpnia 1944 r. w wyprawie bojowej „Rodeo 385”, podczas bitwy powietrznej nad lotniskiem Beauvais (Francja), w starciu 12 Mustangów polskich przeciwko 60 Focke Wulfom FW-190 Luftwaffe, przed śmiercią zestrzeliwując trzy samoloty niemieckie.

   Przez następne trzy lata miejsce grobu ‘Dziubka’ było nieznane. Dopiero 3 marca 1947 r. odnaleziono je w rejonie Velennes, gdzie szczątki pilota wciąż tkwiły w kabinie głęboko zarytego w ziemię samolotu. Pochowano je na Cmentarzu w Creil, grób Z.379. Pilot odznaczony był: Orderem Wojennym Virtuti Militari klasy 4-ej i 5-ej, Krzyżem Walecznych z Trzema Okuciami, brytyjskim Orderem Zaszczytnej Służby (DSO) i dwukrotnie Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym (DFC & Bar). Książka ta doprowadziła, z inicjatywy autora, do nadania imienia Horbaczewskiego: ulicy w Warszawie (na Gocławiu) i Liceum Lotniczemu w Zielonej Górze. 

 Janczak

Andrzej Robert Janczak:

„Lotniczy życiorys kpt. pil. Eugeniusza Horbaczewskiego (1917 – 1944)”

   Poznań 1988. Nakład 500 egz.

   Wraz z rozpoczęciem nowego roku szkolnego, 1 września 1988 r. Liceum Lotnicze w Zielonej Górze otrzymało imię: „Kapitana pilota Eugeniusza Horbaczewskiego”. Ówczesny zastępca dyrektora ppłk pil. mgr inż. Lech Marchelewski wspominał ten fakt wpisem na łamach Biuletynu Rocznicowego Szkoły: >>Byliśmy wtedy pod ogromnym wrażeniem książki A.R. Janczaka pt. „Ostatni lot” – toteż zapragnęliśmy ażeby nasze Liceum Lotnicze przybrało imię właśnie ”Kapitana Horbaczewskiego” i tak też się i stało<<.

   Na uroczystość nadania imienia, ppłk Marchelewski zaprosił  na trzy dni do Liceum A.R. Janczaka. Dowództwo Wojsk Lotniczych zamówiło u A.R. Janczaka drobiazgowy życiorys E. Horbaczewskiego. Relacjonowała o tym szeroko prasa lokalna, której wysłannicy uwijali się pomiędzy licznymi gośćmi honorowymi, zgromadzonymi na rynku w centralnym punkcie miasta.

   Dziewiętnaście lat później, 1 września 2007 r. ppłk L. Marchelewski, pełniący obowiązki dyrektora Aeroklubu Ziemi Lubuskiej w Przylepie i założyciela Grupy Akrobacyjnej ‘Żelazny’, podczas pokazów lotniczych o nazwie „Radom Air Show 2007”, zderzył się w powietrzu, pilotując samolot Zlin, z takim samym samolotem sterowanym przez Piotra Banachowicza. Obydwaj piloci spadli na ziemię bez życia, podobnie jak ich idol kpt. Horbaczewski w 1944 roku…

 Janczak

 Andrzej Robert Janczak:
„Barwa w lotnictwie polskim: Oznaki specjalności lotniczych 1918-1990”


   Warszawa 1992. Nakład: 20,000 egz.

   Ten zeszyt „Barwy w lotnictwie polskim”, w odróżnieniu od poprzednich, jest poświęcony nie samolotom, lecz ludziom lotnictwa, a ściślej mówiąc noszonym przez nich oznakom różnych specjalności i zawodów lotniczych, zarówno wojskowych, jak i cywilnych. Autor, na podstawie własnych zbiorów ikonograficznych, przedstawia w sposób kompleksowy oznaki noszone w lotnictwie polskim od zarania jego dziejów po dzień dzisiejszy. Odbiorcami mogą być wszyscy zainteresowani historią lotnictwa polskiego, kadra lotnicza, a w szczególności hobbiści i zbieracze militariów.

   Materiał podzielony został na tablice poglądowe grupujące daną specjalność, dzięki czemu czytelnikowi łatwo przychodzi poznanie zarówno oznaki dzisiejszej, jak i jej protoplastów: (a) Pilot, (b) Obserwator, (c) Strzelec, (d) Radiotelegrafista, (e) Radiolokator, (f) Bombardier, (g) Meteorolog, (h) Aerofotogrametrysta, (i) Mechanik, (j) Medyk, (k) Spadochroniarz, (l) Modelarz, (ł) Inne specjalności.

   Na wstępie pracy Autor zamieszcza wzruszającą dedykację: Świętej pamięci mistrzowi grawerskiemu Stanisławowi Lendzioszkowi z Ostrowi Mazowieckiej, pracę niniejszą dedykuję, jako dowód wdzięczności za kilkunastoletnią pomoc w kompletowaniu ikonografii.

 Janczak

Andrzej Robert Janczak:

”Miłość żąda ofiary: Relikwia ‘Katoczka’ kpt. pil.-obs. Jana III Hryniewicza: Sztandar Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii 1940-1992”.


   Warszawa 1992. Nakład: 1,000 egz.


    LYON (Francja)
   W grudniu 1939 roku na lotnisku Bron / Lyon, gdzie mieściła się Baza Zborna Lotnictwa Polskiego ewakuowanego, przez Rumunię do Francji, po zakończeniu Wojny Obronnej Polski 1939 – zrodziła się prywatna inicjatywa kpt. Hryniewicza, instruktora Szkoły Podchorążych Lotnictwa (tzw. Dęblińskiej Szkoły Orląt), ażeby lotnictwu stworzyć sztandar pod którym można będzie zebrać wszystkie zwaśnione strony.

   Hryniewicz wiedział, jakie elementy powinny  znaleźć się na płachtach sztandaru, ale nie potrafił tego wyrazić w formie graficznej, dlatego zwrócił się do dwóch podchorążych XIV kursu SPL (1938-1941) o pomoc w rozrysowaniu wzoru.

   Avers rysował pchor. Zbigniew Wojda: Orzeł Rzeczypospolitej Polskiej, Matka Boska Ostrobramska (Najświętsza Maryja Panna Miłosierdzia – patronka miasta Wilna), hasło „Bóg, Honor i Ojczyzna”, a ponadto na białych polach sztandaru umieszczono cztery lilie andegaweńskie królowej Jadwigi, symbolizujące powiązania ze chrztem Litwy i Francji.

   Revers rysował pchor. Kazimierz Karaszewski: napis „Wilno 1940”, Święta Teresa z Lisieux (patronka Francji), hasło „Miłość żąda ofiary”, a ponadto na białych polach sztandaru umieszczono: szachownicę lotniczą, odznakę Szkoły Podchorążych Lotnictwa i oznakę pilota oraz obserwatora.

   Hasło „Miłość żąda ofiary”, stało się potem dewizą rodową Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii, którą skłonni do żartowania lotnicy przeinaczali w sposób: „Ofiara żąda miłości”… W rzeczywistości sentencję „Miłość żąda ofiary” wymyśliła matka Hryniewicza – Emilia Houwalt-Hryniewicz, ofiarowując synowi wotywne tableau, z okazji jego awansu kapitańskiego w dniu 19 marca 1936 roku.

   Hryniewicz złożył tableau w Sanktuarium Wileńskim Ostra Brama. W Lyonie podchorążowie wykonali trzy identyczne komplety obydwóch stron sztandaru. Przeznaczone były dla mieszkanek Wilna: (a) matki kpt. Hryniewicza, (b) dr med. Zofii Wasilewskiej-Świda (ordynatora Oddziału Tyfusu i Błonicy Szpitala Zakaźnego na Zwierzyńcu / Wilnie, znanej działaczki społecznej), (c) Józefiny Górskiej (znajomej kpt. Hryniewicza). Listy zostały wysłane 8 grudnia 1939 roku. Kapitan Hryniewicz wykorzystał znajomość z francuską szyfrantką ”Secteur Postale 350” – tajnej poczty polowej, za której użycie bez zezwolenia groziła kara śmierci… I tak z Lyonu przez Sztokholm zawartość pocztowa powędrowała do Wilna.
  
 WILNO (Polska)
   List dotarł jedynie do – dr Wasilewskiej-Świda. Było to w styczniu 1940 roku. Treść korespondencji wydała się dr Świdowej wręcz nieprawdopodobna, więc zwróciła się o poradę do kapelana SZP-ZWZ-AK księdza Kazimierza Kucharskiego. Kapelan rozwiał wątpliwości lekarki i wraz z matką kpt. Hryniewicza przystąpili do spełnienia prośby lotników. Zawiązano komitet pod nazwą „Towarzystwo Samopomocy Obywatelskiej”. Malarki prof. Maria Serafinowicz i Bronisława Łukasiewicz wykonały rysunki robocze niezbędne do nanoszenia haftu. Pani Oskierczyna zajęła się zbiórką środków finansowych potrzebnych na pokrycie kosztów wytworzenia sztandaru. Obliczono wstępnie że koszt wykonania takiego sztandaru wyniesie około 3,000 litewskich litów. Suma ogromna, ale zarządzono składkę i na specjalnie ponumerowanych kwitariuszach zebrano tę kwotę (podobno w ciągu zaledwie jednej doby).

   Ksiądz Kucharski zwrócił się do swojego zwierzchnika, metropolity wileńskiego arcybiskupa Romualda Jałbrzykowskiego, z prośbą o uruchomienie swoich kontaktów w placówce polskiego wywiadu wojskowego (kpt. Alfons Jakubianiec i pchor. Daszkiewicz / Duszkiewicz ?), korzystającej z gościny na terenie Konsulatu Japonii w Kownie, dzięki życzliwości konsula Chiune Sugihara. Tamtą drogą sprowadzono z samego Berlina deficytowe surowce: nici złote i srebrne, jedwab i adamaszek. O rozpoczęciu prac hafciarskich kpt. Hryniewicz został powiadomiony w kwietniu 1940 roku za pośrednictwem Polskiego Czerwonego Krzyża.

   Wytwarzano sztandar w dwóch pracownicach: (a) Zakładzie Pod Wezwaniem Św. Kazimierza przy ul. Mostowej, gdzie haftowano wizerunek Matki Boskiej i Świętej Teresy, (b) Sióstr Benedyktynek, których przełożona – siostra Maria Imelia Neugebauer ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Rzymie. Jej to powierzono sprawowanie pieczy nad artystycznym wyrazem sztandaru. U niej powstawały pozostałe elementy haftu.

   W maju 1940 roku sztandar lotniczy był już gotowy. Ksiądz Kucharski, w obecności jednego świadka, poświęcił sztandar w Kaplicy Ostrobramskiej, zgodnie z życzeniem kpt. Hryniewicza, przykładając każdą stronę relikwii do Cudownego Obrazu. Potem, gdy sztandar czekał jeszcze na wysłanie do Francji, złożyli przed nim przysięgę harcerze i członkowie Polski Walczącej. Dzięki kobietom, których nazwisk nie zdołano jeszcze ustalić, sztandar trafił do Belgii, skąd musiano go jednak przywieźć z powrotem do kraju w związku z załamaniem się frontu zachodnich aliantów. Zaczęto szukać innych dróg dostarczenia sztandaru, tym razem już do Anglii, ponieważ 22 czerwca 1940 roku Francja skapitulowała przed Niemcami i Wojsko Polskie ewakuowane zostało na Wyspy Brytyjskie.

   Jak by tego było mało, okazało się że z Wilna będzie ewakuowany nie jeden, ale dwa sztandary. Drugi był historyczną chorągwią No 81 Pułku Strzelców Grodzieńskich imienia Króla Stefana Batorego. Wręczył ją pułkowi w dniu 6 czerwca 1921 roku w Wilnie gen. Lucjan Żeligowski. Ponadto w dniu 15 kwietnia 1922 roku, także w Wilnie, Naczelny Wódz Józef Piłsudski udekorował sztandar Orderem Virtuti Militari 5-ej klasy. Relikwia 81 pp wyruszyła na Wojnę Obronną Polski 1939 z garnizonu Grodno i walczyła na korzyść odwodowej Armii ‘Prusy’. Ocalony z okrążenia niemieckiego, sztandar został ukryty przed nieprzyjacielem i ocalony by teraz można go było wyekspediować na Zachód.

   A zatem z Wilna do Kowna sztandary miały być dostarczone z osobna, ale do tego samego mieszkania konspiracyjnego. Lotniczą relikwię powiozła mieszkanka Kowna, członkini organizacji ZWZ Genowefa Stankunowicz ‘Gienia’. Natomiast sztandar 81 pp przewiózł Józef Majewski ‘Literat’, redaktor wydawanej w Kownie gazety „Dzień Polski”. Była połowa sierpnia 1940 roku.
  
 KOWNO (Litwa)
   Z prywatnego mieszkania konspiracyjnego w Kownie paczki ze sztandarami przeniósł do skrytki w Konsulacie Japonii pracownik polskiego wywiadu pchor. rez. Daszkiewicz (Duszkiewicz ?) ‘Perz’, ‘Murka’, ‘Herman’. Działał on w porozumieniu z konsulem Chiune Sugihara i zatrudniony był na etacie osobistego sekretarza konsula. Sugihara szykował się do zmiany miejsca pracy, bowiem przenoszono go z Konsulatu w Kownie do Pragi. Miał jechać koleją, przez Warszawę do Berlina a stamtąd do Pragi. Oczywiście Daszkiewicza zabierał ze sobą. Takim sposobem obydwa sztandary, w walizie dyplomatycznej, znalazły się w stolicy III Rzeszy. Dalej wywiad polski musiał już sobie radzić sam.
  
 BERLIN (Niemcy)
   Japoński Attachat Wojskowy w Berlinie mieścił się przy Nollendorf Platz. To tutaj konsul Sugihara przywiózł z Kowna i złożył w szafie pancernej wyjęty z walizy dyplomatycznej spory osznurowany pakunek, zawierający obydwa polskie sztandary. Na wierzchu paczki wypisał odbiorcę: „Peter Iwanow, obywatel Mandżurii, używający paszportu Japonii”. Była to jedna z masek kierownika Wywiadu Ofensywnego na Niemcy Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego – mjr dypl. Michała Rybikowskiego, urzędującego w Sztokholmie pod opieką generała Makoto Onodery – szefa wywiadu japońskiego na Europę w czasie II wojny światowej.

   To dzięki życzliwości gen. Onodery, zastępca Rybikowskiego, kapitan Alfons Jakubianiec ‘Kuba’, ‘Kuncewicz’, uzyskał oficjalny dostęp do biur Japońskiego Attachatu Wojskowego w Berlinie oraz prawo do dołączania swoich zalakowanych przesyłek do poczty japońskiej adresowanej dla mjr. Rybikowskiego do Sztokholmu. Jakubianiec był też łącznikiem pomiędzy Attachatem Japonii w Berlinie a poselstwem Mandżurii (Mandżukuo), w tym samym mieście. Rybikowski przybył do Berlina ze stolicy Szwecji promem morskim kursującym z portu Trelleborg do Sassnitz. Potem nocnym pociągiem dojechał do Berlina.

   W Japońskim Attachacie poproszono go, ażeby zabrał tajemniczą paczkę. Ostatnimi czasy zbyt wielu pracowników zaczęło się interesować jej zawartością. Rybikowski odebrał paczkę i udał się na nocleg do pensjonatu „Frankfurter Hof”, przy ulicy Frankfurter Allee. Tam pomieszkiwali wywiadowcy polscy podczas swoich wizyt w Berlinie. Tam także mieszkał kapitan Jakubianiec. Umówili się tak. Na noc paczkę ze sztandarami wkładano pod materac Jakubiańca, zaś za dnia z paczką chodził po mieście Rybikowski…

   Kiedy zbliżał się termin wyjazdu okazało się, że bombowce Royal Air Force uszkodziły przeprawę promową w Sassnitz i przez jakiś czas połączenie nawodne ze Szwecją od niemieckiej strony będzie nieczynne. Rybikowski zaczął się rozglądać za możliwością skorzystania z połączenia lotniczego, ale do tego potrzebne było zastosowanie specjalnej procedury poręczeniowej. Równocześnie upływała ważność wizy. Jak raz przyleciał do Berlina z Tokio kurier japoński, który miał jeszcze przesyłki do Sztokholmu, więc pojawił się pretekst, ażeby Attachat Japoński dopisał do rekomendacji lotniczej drugie nazwisko.

   Rybikowski odwiedził biuro podróży, w którym wykupił dwa bilety lotnicze a potem udał się do siedziby… Gestapo przy Burgstrasse, bo tylko tam udzielano prolongaty na pobyt w Niemczech. Przez cały czas dźwigał pod pachą pakunek ze sztandarami, zaś sto metrów za nim kroczył kapitan Jakubianiec, ubezpieczając go. Do Gestapo Rybikowski wszedł już bez Jakubiańca. Urzędnik długo wypytywał Rybikowskiego o cel podróży, aż wreszcie kazał zaczekać i wyszedł z pokoju. Ponad pół godziny trwała udręka Rybikowskiego, w trakcie której oficer polskiego wywiadu wyobrażał sobie najczarniejsze scenariusze. Ale potem gestapowiec wrócił, oświadczając: „Sprawdzałem Pana u Japończyków… no i potwierdzili że pan musi lecieć do Sztokholmu”…

   Rybikowski z Jakubiańcem udali się następnie do Attachatu, kradnąc tam sznurek z plombą przeznaczony do obwiązywania przesyłek dyplomatycznych. Następnego dnia umówili się tak, że Rybikowski z kurierem tokijskim wyjadą z Attachatu samochodem, o takiej porze ażeby na lotnisko Tempelhoff dojechać w ostatniej chwili. Gdy tam dotarli, Rybikowski wręczył Japończykowi swój paszport mówiąc, żeby kurier szybko poszedł do kontroli paszportowej, a tymczasem Rybikowski odprawi bagaże w Urzędzie Celnym. Dzięki temu mógł niezauważony przez niewtajemniczonego tokijczyka owiązać sztandary ukradzionym sznurkiem z plombą. Tak też się i stało. Japończyk poszedł z paszportami, zatrzymując przy sobie tylko teczkę, natomiast dwie walizki przekazał pod opiekę Rybikowskiego. Wszyscy ponaglali jeden drugiego, głośno wołając: „Schnell! Schnell!”.

   I takim to sposobem sztandary polskie przyleciały z Berlina do Sztokholmu. Był 28 października 1940 roku. Tego dnia faszystowskie Włochy napadły na Grecję.
  
 SZTOKHOLM (Szwecja)
   W stolicy Szwecji doszło do ostrego zatargu pomiędzy dwoma polskimi dygnitarzami: posłem i attache wojskowym. Chodziło im o zaszczyt zawiezienia sztandarów do Londynu i popisania się ze swojej operatywności przed generałem Władysławem Sikorskim.
   Ostatecznie uzgodniono, że pojadą obaj, ale kolejno, i każdy zawiezie po jednym sztandarze, dając w ten sposób dowód swoich zasług i trosk narodowych…
  
 LONDYN (Anglia)
   W siedzibie Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych lotniczy sztandar wileński przeleżał około dziewięciu miesięcy. Czekano na dogodną sposobność uroczystego wręczenia go dywizjonom bojowym. W tym czasie dorobiono drzewce z orłem zaprojektowanym przez mgr Zofię Kleczyńską – artystkę malarkę, absolwentkę Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.
  
 SWINDERBY (Anglia)
   15 lipca 1941 roku przypadała rocznica bitwy pod Grunwaldem. 531 lat temu w rejonie wsi Grunwald stoczono bitwę pomiędzy Zakonem Krzyżackim, a połączonymi siłami polskimi pod wodzą Króla Władysława Jagiełły i litewsko-ruskimi dowodzonymi przez Wielkiego Księcia Witolda oraz oddziałem czeskim pod wodzą słynnego później husyty Jana Żiżki. Koalicja słowiańska odniosła druzgocące zwycięstwo, zapoczątkowując zmierzch potęgi krzyżackiej. Historycy uznali to wydarzenie za jedną z najważniejszych bitew średniowiecza.

   Ten słynny fakt polsko-litewskiego współdziałania postanowił wykorzystać Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie gen. broni Władysław Sikorski, zarządzając dwie uroczystości mające się rozegrać w środkowej Anglii, gdzie bazowało wówczas całe polskie lotnictwo bombowe, składające się z czterech dywizjonów: No 300 Ziemi Mazowieckiej, No 301 Ziemi Pomorskiej, No 304 Ziemi Śląskiej i No 305 Ziemi Wielkopolskiej.

   Najpierw miano poświęcić nowy cmentarz dla lotników polskich w Newark-upon-Trent, a nazajutrz w Swinderby, zamierzano wręczyć Polskim Siłom Powietrznym sztandar wileński, wykonany konspiracyjnie w kraju przez polskie kobiety i okrężną drogą przemycony do Anglii „przez siedem granic” wędrujący. W związku z powyższym, w dniach 15 i 16 lipca baza lotnicza RAF Swinderby wstrzymała działalność operacyjną, aby umożliwić personelowi swobodny dostęp do tych uroczystości.

   Od tego momentu dzień „16 lipca” został ustanowiony dorocznym świętem lotnictwa polskiego w Wielkiej Brytanii. 

 Kowno

 

 

 

 

 

   

Historyczny budynek Konsulatu Japonii

w Kownie, w którym konsul Chiune Sugihara udzielał potajemnego schronienia komórce polskiego wywiadu wojskowego w 1940 roku

 i dopomógł w przewiezieniu opisywanego sztandaru w walizie dyplomatycznej

z Kowna via Warszawę do Berlina.

   

Publikacje książkowe Jana Henryka Barona Janczaka

 

 Janczak

 Jan Henryk Janczak:
„Podcięte skrzydła”

 

   Warszawa 1976. Nakład: 20,000+350 egz.

 

   Opowieść żołnierza Polskich Sił Powietrznych, który u boku brytyjskiego sojusznika Royal Air Force, w latach 1942-1945, wspierał wysiłek zbrojny Koalicji Antyhitlerowskiej na północno-zachodnim teatrze działań wojennych. Wygodna forma narracji (w trzeciej osobie liczby pojedynczej = On, Henryk Nowak), ułatwiła autorowi swobodne przemieszczanie się z tematu na temat, niejednokrotnie mieszając przeżycia własne z wiedzą, którą dostarczyli mu koledzy z oddziałów, w których służył.

 

   Ważniejsze etapy: (a) Eskadra Lotnicza Wojska Polskiego w Rosji (1941-10-18), (b) Obóz Rozdzielczy w Szkocji (1942-06-07), (c) No 18 Operational Training Unit (1942-07-07), (d) No 1 School of Technical Training (1942-08-06), (e) No 4 Signals School (1943-01-06), (f) No 307 Squadron (1943-05-10), (g) No 5091 ‘C’ Mobile Signals Unit (1944-02-28), (h) Powrót z Anglii do Polski (1946-11-20).

 

   Ciekawostkę stanowi fakt, że okładkę książki zaprojektowała 26-letnia wówczas, najmłodsza córka autora – Justyna Janczak-Wojciechowska, która jednak nie mogła jej oficjalnie podpisać, z powodu braku uprawnień graficznych.

 Janczak

Jan Henryk Janczak:
„Przez śniegi Kołtubanki i piaski Kermine”
 

   Warszawa 1991. Nakład: 4,700+300 egz.

   Na początku II wojny światowej pewien obywatel Rzeczypospolitej Polskiej podróżował z województwa warszawskiego do województwa białostockiego. W okolicach miejscowości Łapy, gdzie jego ciotka prowadziła piekarnię, został aresztowany przez Rosjan. Przesłuchiwany na miejscu oraz w innych jeszcze placówkach, 29 kwietnia 1940 roku przewieziony został do więzienia w Białymstoku.

   Dziewięć miesięcy później, 9 stycznia 1941 roku Kolegium Specjalne (ros. OSO) przy Ludowym Komisariacie Spraw Wewnętrznych ZSRR (ros. NKWD) oskarżyło go o „Nielegalne przekroczenie granicy”… SOWIECKIEJ…  i skazało na karę trzech lat pozbawienia wolności (kwiecień 1940 – kwiecień 1943), z jednoczesnym odpracowaniem w Workutłagu na Syberii, w obozie karnym podległym Północnemu Zarządowi Budowy Kolei ZSRR. 11 czerwca przywieziono go do Workutłagu i przetrzymywano tam przez trzy miesiące, do 17 września. W następstwie Umowy Wojskowej Sikorski – Majski, na podstawie Dekretu z 12 sierpnia, zwolniony został z niewoli i udał się w podróż pociągiem do Buzułuku, gdzie utworzono Bazę Zborną dla byłych jeńców a teraz kandydatów do służby w Armii Gen. Władysława Andersa.

   Trwożliwy wydawca w ostatniej chwili wycofał z druku załącznik specyfikujący dane 2,000 lotników polskich ewakuowanych z Rosji na Wyspy Brytyjskie.

 Janczak

Jan Henryk Janczak:

„Halo, tu Okęcie wieża!: Wspomnienia nestora kontrolerów ruchu lotniczego Międzynarodowego Dworca Lotniczego w Warszawie”

    Gdańsk 2008. Nakład: 1,700 egz.

   Okładka trzeciej książki, która wyszła spod pióra nestora Rodu – Jana Henryka Barona Janczaka herbu Pająk (pomysłodawcą tytułu i okładki był Andrzej Robert Baron Janczak). Strona tytułowa ilustruje fakt, że po powrocie z wojny Jan Henryk podjął pracę w Polskich Liniach Lotniczych Lot, w wyuczonym w Anglii zawodzie radiotelegrafisty, a potem kontrolera ruchu lotniczego. Pracę tę wykonywał w Międzynarodowym Dworcu Lotniczym Okęcie / Warszawa (kod: ICAO – EPWA, IATA –WAW) przez 30 lat, aż do emerytury (1947–1977). Dzięki fotogeniczności, zaproponowano mu do odegrania rolę kontrolera ruchu lotniczego w dwóch filmach fabularnych, nagrywanych w autentycznej scenerii TWR-1 (wieży kontrolnej na Okęciu), podczas trwania normalnego ruchu powietrznego: (a) „Dwaj panowie N”, 1961, reżyser Tadeusz Chmielewski, (b) „Przerwany lot”, 1964, reżyser Leonard Buczkowski.

   Trwa sekwencja filmu „Dwaj panowie N”. Na TWR-1, urzędującego kontrolera (w tej roli Jan Henryk Janczak) nachodzą, w trybie alarmowym, dwaj funkcjonariusze Wojskowej Służby Wewnętrznej (kontrwywiadu wojskowego) – nakazując mu zatrzymanie, drogą radiową, startu samolotu rejsowego Polskich Linii Lotniczych Lot, na pokładzie którego zamierza uciec na Zachód szpieg niemiecki (w tej roli Janusz Bylczyński, 1920-1990), wywożący mikrofilmową dokumentację projektów obronnych PRL. Po prawej kapitan WSW Olecki (odgrywany przez aktora Bohdana Ejmonta, 1928-2010), po lewej cywilny wywiadowca WSW Staszek (w tej roli Tomasz Zaliwski, 1929-2006).

   Serdecznie gratulujemy.




Użyte tu fotografie i teksty należą do właściciela tej strony.
Kopiowanie lub wykorzystywanie jakichkolwiek fotografii
lub fragmentów tekstu bez pisemnej zgody właściciela strony jest zabronione.
Naruszenie tych praw w razie ujawnienia grozi odpowiedzialnością cywilną i karną.
Odwiedzin:
157595